witam wszystkich prezentuje na blogu moje hobby to co lubię robić , bez czego już nie potrafię ..... robię również rzeczy na zamówienie zapraszam adres kontaktowy ewciarobotki@gmail.com
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Blogi
Podczytuję i podziwiam uczestniczę
Przelicznik mulin
Sklepy w internecie
piątek, 02 października 2015
Zmorka

mineło już 8 miesięcy jak u nas jest  :-)  jak też czas leci gdy przyjechała do nas ważyła 17 kg teraz prawie 26 kg   smakuje jej moje gotowanie choć suchą karmą też nie pogardzi

 Myślałam że nie będę mieć juz takiego mądrego i delikatnego psa jaką była Nuka po doświadczeniach z Luną   to już zwątpiłam że jest to mozliwe . gdy do nas przyjechała była zalęknionym psiakiem pragnącym miłosci i przytulania bała się mnóstwa rzeczy  niektóre jej zostały no ale  widocznie tak już musi zostać . Pierwsze dni pobytu u nas zastanawiałam się czy potrafi szczekać  teraz wiem że tak i potrafi bronić swojego terytorium i nas . Bardzo lubi spacery jak widzi że biore szelki i smycz  to trudno opisać jej radość to jest istne szaleństwo . Gdy  wy6chodziłam z domu na początku była rozpacz i nieważne było dla niej że reszta domowników zostaje  poszłam ja i to był dramat śpiewała pieśni żałobne pod drzwiami.

Zresztą do teraz jest tak że jak  spod bramki nie odjeżdżam samochodem bo wtedy jest ok siedzi i czeka , ale jak ide na nogach  to słysze ją i też żałosny śpiew jeszcze na końcu ulicy .


Gdy ide spać nie musze mówić wołać prosić by poszła siku i spać idzie załatwi potrzebę i leci do sypialni bo najlepiej  śpi się przy pani zaraz obok łóżka , i rano pobudka buziakiem  musi być obowiązkowo.


 jest mega grzeczna i usłuchana wystarczy raz zawołać i ona już jest  nie ma proszenia  czy przekupstwa , nie interesuje ją otwarta brama  a co tam ważne jest że my jesteśmy  bramy może nie być , na spacerach chodzi luzem odpięta od smyczy ale tylko tam gdzie wiem że nie spotkamy psiaków lub rowerzystów bo wtedy jest zła delikatnie mówiąc .


z samochodem już się zaprzyjaźniła najpierw z moim potem z męża  już wie że ta warkoczaca maszyna nic jej nie zrobi tylko trzeba się trzymać z boku ale do środka już wsiądzie bez większych oporów co na początku było nierealne samochód to był wróg i trzeba się bać .


w domu ja jestem najważniejsza za mną chodzi i kontroluje gdzie co i jak  na 1 min mnie z oczu nie spuszcza  teraz gdy to pisze też spi pod moimi nogami  i kuka co robię


na samym poczatku do męża trzymała dystans było widać że  facet w jej życiu daj jej popalić  owszem podeszła do niego ale było widać że trzyma dystans i ogonek był podkulony   teraz mąż  to najważniejszy osobnik do pieszczenia głaskania i przytulania opędzić się   nie umie hi hi  jak tylko  przyjdzie porcja głasków musi być zaraz się wykłada i czeka a jak długo nic to trąca łapką delikanie  ale zawsze . jest mega delikatna gdy jej coś daje z ręki  nie ważne czy jest to duży kawałek czy maleńki bierze zawsze tak samo  delikatnie . gdy my jemy to czeka cierpliwie nie pakuje nam nosa do talerza doskonale rozumie słowo niewolno i choćby kawałek szynki leżał na podłodze i powiem niewolno to  będzie leżeć i patrzeć ale nie weźmie dopiero jak powiem weź zje


i tak bym mogła pisać o niej bez końca w samych naj naj naj  ale było by to nudne powiem tylko tyle wygrałam los na loterii wypatrując ją na facebooku i sprowadzając do domu  to był najlepszy wybór 


 a to mój skarb  moje słoneczko



nie będę tutaj pisała że jest podobna do Nuki  bo to widać    i jest do niej podobna nie tylko wizualnie   reinkarnacja ???????

21:06, ewcia116 , Zmorka
Link Komentarze (2) »
środa, 23 września 2015
skarpetki tort

zapraszam na ciacho i kawusię  moje ostatnie urodziny z 3 z przodu :-(



fotka znaleziona w internecie

dostałam mega fajne mega ciepłe skarpetki od Agatki normalnie mistrzostwo świata skarpetkowe  a moje nóżki mają cieplutko  

Agatko dziękuję za prezent urodzinowy 






 


 

niedziela, 20 września 2015
otulacze do kubeczków
zima się zbliża długie wieczorki chłód zimno i wogóle  jeszcze w lipcu i sierpniu powstały takie oto ocieplacze dla kubeczków i kufel






piątek, 11 września 2015
zielony sweterek z koronkową wstawka
  zielony coton gold 126 + ecri kordonek  i powstał taki oto sweterek





piątek, 04 września 2015
pech to pech
 od połowy sierpnia zabrali się na naszej ulicy za wymianę  rur wodnych i kanalizacji  nasza droga  to obraz nędzy i rozpaczy  glina brud i świństwo  było sucho to się kurzyło tabuny kurzu , teraz spadł deszcz i grzęźniemy w błocie    na całe szczęście już minęli nasz dom i możemy się ulokować autem na własnym podwórku .
Zaczęło się od tego że jak kopali pod rurę kanalizacyjną naderwali a w zasadzie  urwali moją rurę z wodą naprawili i wodę w miarę szybko miałam i żadnych podtopień , gdy wczoraj robili u mnie przyłącze wody i kopali znowu  i gdy było już wszystko wykopane do domu w piwnicy  przebity otwór na rurę  stało się to czego się obawiałam  kaparkowy  urwał te rurę która już raz była naprawiana  no i potop   woda się lała godzinę i wodociągi  grrr ależ byłam zła  awaria była zgłoszona  zaraz jak to się stało a woda lała się jeszcze przez godzinę pełnym ciśnieniem  wlewając się do mojej piwnicy i dopiero po mojej 3 już dość ostrej interwencji w wodociągach  zakręcili ale co z tego piwnica odpłynęła na maxa woda doszła aż do wyjścia  , pół biedy by było jakby to była sama woda ale było  wszystko muł piasek glina zresztą wiecie jak woda zbiera wszystko co jej leży na drodze i tak moja piwnica wygląda  strasznie  . Wczoraj odpompowali wodę dziś wynieśli muł glinę i drzewo na zewnątrz no i suszymy  a jeszcze jak na złość załamała się pogoda i zrobiło się chłodniej i pada deszcz . od wczoraj chodzę jak w transie jestem nieprzytomna bolą mnie plecy szydełka czy innej robótki  nie miałam w rękach od 3 dni   . Mam nadzieję że  już żadna niemiła niespodzianka w postaci podtopienia mnie nie czeka przy przepinaniu  do nowego rurociągu ale czas pokaże

teraz wiem co czuli ludzie w czasie powodzi  czy ulewnej burzy  toz to straszne jest i tyle

 jakoś pechowo u mnie ostatnio  ale cóż może karta się wkońcu odwróci  zobaczymy

 
niedziela, 30 sierpnia 2015
wycieczka do Krakowa
ostatnie tygodnie sierpnia to wycieczki wkońcu pozwoliła na to pogoda  zrobiło się chłodniej  bo w upały raz że nawet nie było chęci dwa gdzie na taki skwar bedę ciągła dzieci  i tak w sobotę 22.08 wybrałysmy się do smoka Wawelskiego i na cepeliadę na rynku w Krakowie

 było super   akumulatory naładowałam  oderwałam się od domu i codzienności  , dziewczyny zadowolone , a w przyszłym raku może zabiore je do stolicy  kto wie  tylko że stolica to już z noclegiem  chyba będzie musiała być ale to za rok

  w Krakowie dopisała nam pogoda było w sam raz na takie wyprawy  szkoda tylko że nie udało nam się zobaczyć z Kasieńką ale coż zatrzymały ja ważne sprawy i taki był poprostu pech





poniedziałek, 24 sierpnia 2015
mlodzieżowo
sweterek dziurawiec powstał jeszcze w lipcu w pierwszych jego dniach i był prezentem urodzinowym dla koleżanki od Weroniki


poniedziałek, 17 sierpnia 2015
podusie dwie
wróciłam ale czy na dobre to nie wiem  dołek nie mija  jakoś tak a jeszcze wszystko wokoło się dzieje nie tak  co powoduje że nie potrafię tego dołka przegonić  , świat jest okrutny i niesprawiedliwy  czego nie potrafię zrozumieć co mnie jeszcze bardziej wpędza w rozmyślania i  tak się to kręci   moze mi przejdzie




podusie powstały dla dwóch sióstr które przyjechały do nas tego lata a raczej nie do nas a do sąsiadów  dwie dziewczynki z czego jedna w wieku mojej Natalii  bawiły się razem zresztą to nie pierwsze wakacje u dziadków  znamy się już dawno ,  od kołyski  i każdego roku dostają ode mnie prezent na odjezdne by znowu przyjechały na następne wakacje i w tym roku padło na podusie  sowy 






poniedziałek, 13 lipca 2015
dopadły mnie

jakieś smutki i doły musze się ogarnąć bo jakoś nie mam na nic ochoty i chęci  , nic mnie nie cieszy  chodze taka jakaś nijaka pogoda w kratkę mój humor w jeszcze wiekszą mam kilka rzeczy do pokazania ale  jakoś tak nie mam chęci na zdjęcia obróbkę itp


może za parę dni  trzymajcie kciuki co by mi szybko przeszło


pozdrawiam

niedziela, 05 lipca 2015
coś na balkon z palet
czyli moich zmagań stolarskich ciąg dalszy

meblami tego nazwać nie można ale dla nas wystarczy spełnia swoje zadania na 200%   na wierzch by było miękko ubrałam w samodzielnie ufarbowaną powłoczkę  dwie kołderki zakupione za śmieszne pieniądze  bo całe 4 zł w szperaczku   , poduchy zniosłam ze strychu które były tam zapakowane w workach ubrałam w co miałam na wymiar i jest  może nie wygląda to katalogowo ale  spełnia swoje zadanie


wtorek, 30 czerwca 2015
bieżniczek szydełkowy
taki inny fikusniejszy że tak powiem mało typowy ale czy zawsze musi być typowy?


piątek, 26 czerwca 2015
stolarskie zmagania część 1
no jest wkońcu zrobiona z pomocą mojego super sąsiada  udało się a czy  mogę być stolarzem oceńcie sami


piątek, 19 czerwca 2015
jakoś leci
żeby nie było że nic nie robię , cały czas robię  tylko że zdradziłam trochę druty i szydełko na rzecz piły młotka i gwoździ  ot co .
 odnawiam huśtawkę na ogrodzie bo była w stanie opłakanym deski zgniły  i dało się je  gnieść w ręku jak tekturę  i trzeba było się zabrać za nią , a że ze mnie stolarz   na niby poza tym robię to sama , to też mi schodzi  ale już widać koniec już wkrótce będzie jak nowa , zostało zamontować deski i będzie można się znowu bujać .
Poza tym zachciało mi się nowego mebla na balkon a że finansowo nie stać mnie na zakup jakiś ekstra mebelków typu ława fotel i ewentualnie coś do leżenia na balkon robię to sama z pomocą młotka , piły i palet z desek które dostałam od sąsiada   też juz prace zbliżają się ku końcowi  ale pogoda się sknociła i nijak nie mogę skończyć  ale jak skończę nie omieszam pokazać moich wypocin  może nie będzie to jakiś cud natury ale swoje zadanie spełni

no i z racji tego że zachciało mi się prac stolarskich i trochę się namachałam piłą i młotkiem odezwał się mój łokieć trza się znowu udać do ortopedy na zastrzyk do łokciowy  by nie bolało

robótki wieczorami idą ale bardzo powoli  i opornie bo już padam na nos ze zmęczenia ale cóż coś za coś


czwartek, 04 czerwca 2015
bluzeczka w niebieskościach
powstała na bazie drugiego dekoltu próbnego do sukni ślubnej  tym razem skończyła jako niebieska ale była biała tak jak na tej fotce  gdzie widać początki robótki





a potem powstało to ( życzenie Weroniki by fotki zostały obciete



piątek, 29 maja 2015
z zycia moich psów
rozważania na temat moich sierściuchów



14 lat temu przywiozłam do domu Nukę 6 tygodniowego szczeniaka  była z nami przez 12 lat jako pełnoprawny członek rodziny spała na posłaniu obok mojego łózka , budziła mnie rano  lizaniem   . Gdy urodziła się Weronika  pilnowała niańczyła  i traktowała jak własne dziecko takie miałam czasem odczucia , nikt nie mógł podnieść wysoko ręki nad moją córką bo reakcja była zaraz  zaczynała szczekać by dać do zrozumienia że nie wolno , potem przyszła na świat Natalia już co prawda jej tak nie pilnowała ale była blisko  zawsze był buziak na dzień dobry i do widzenia w wózku musiała sprawdzić czy aby to samo dziecko przywiozłam .  Kochała nas tak mi się wydaje NIGDY  nie pokazała że ma przewagę że może ugryźć  nigdy nie war-kła na dzieci   czy na nas dorosłych  , bała się petard sylwestrowych  przychodziła wtedy do nas na kanape i wtulała swój łebek  pod rękę , myślałam że będzie z nami zawsze nigdy nie myślałam i nie dopuszczałam myśli że kiedyś odejdzie  za tęczowy most a jednak gdy  dopadł ją nowotwór byłam załamana wtedy dotarło do mnie że będę ją musiała pożegnać , moją kochana sunię  która kochałam całym moim sercem  . Gdy wszelkie próby ratunku zawiodły a moja sunia gasła w oczach i nie potrafiła już samodzielnie wstać odmówiła jedzenia i picia  zrozumiałam że ona się poddała i ja to muszę uszanować  płakałam dwa dni przed podjęciem  TEJ decyzji  ale nie mogłam pozwolić by cierpiała  . bolało bardzo odeszła 14 kwietnia 2013 roku  płakałam długo zresztą do dziś jak o niej pomyśle serce mi pęka i łzy same płyną

1 maja 2013 roku przywiozłam do domu szczenie kolejną suczkę  Lunę  kłębuszek sierści z ostrymi ząbkami który rosła jak  na drożdżach i niszczyła wszystko co dorwała  czasem trudno było zapanować nad obgryzaniem wszystkiego i wszystkich  . Lunka od samego początku była żarłokiem jadła dużo i wszystko niekoniecznie rzeczy nadające się do jedzenia , ale  no cóż każdy szczeniak jest inny , i choć miała po tych jej napadach żarłoczności biegunki wymioty i inne cuda   , stwierdziłam wyrośnie zmądrzeje . Gdy skończyła rok wcale nie było lepiej , choć trochę zachowanie się poprawiło po pierwszej cieczce stała się trochę spokojniejsza no ale cóż , w czerwcu  przeszła zatrucie do końca nie wiemy czym , pod koniec czerwca przeszła krwotok wewnętrzny  tez nie wiemy po czym i dlaczego  , z którego ledwie ją wyratowaliśmy . Później gdy wydawało się że jest ok zagrożenie minęło i zaczęła zachowywać się normalnie i przejawiać zachowania dobrze wychowanej suni nastąpił drugi krwotok wewnętrzny  tutaj reakcja moja była szybsza leki były w domu  sama wbijałam zastrzyk krwotok ustał nie spałyśmy całą nockę ale kolejny raz wyrwałam ją śmierci z pod kosy    znowu witaminy pilnowanie i chuchanie dmuchanie , czasem się śmiałam że pilnuję ją bardziej niż dzieci  ale jak trzeba było .....  nie powiem była inna , miała tak zwane ADHD była szalona raczej nie usłuchana , po nocach spać nie dawała bo jak nie odbijało się jej , to spać nie mogła  i kombinowała ,  nie jedne kapcie mi w nocy pogryzła ale była nasza  kudłata szalona czasem przytulanka  była z nami  aż pewnego dnia ataki niespania się nasilały  nie pomagały długie spacery by ją wymęczyć i energię spożytkować na coś innego niż obgryzanie i niszczenie  potrafiła pół nocy nie spać a ja razem z nią , później to już były całe noce nie wspomnę że w dzień tez się nie kładła była jak zaprogramowana  na chodzenie i obgryzanie  badania , leki zastrzyki pochłaniały budżet a nic nie dawały  z dnia na dzień było gorzej  w listopadzie gdy od poniedziałku nie spała dwie noce czułam że dzieje się coś bardzo złego  ale gdy  przespała noc z środy na czwartek to miałam nadzieję że leki zaczynają działać i będzie lepiej ale tak się nie stało  w kolejne dni było gorzej  nie spałyśmy nic ani w dzień ani w nocy  ja wyglądałam jak duch  ona cały czas chodziła chodziła i chodziła , diabli wiedzą co to było  czy to z tego zatrucia czy  wada wrodzona czy nowotwór  czy guz ale wyglądało to na porażenie ośrodkowego układu nerwowego  ona nie panowała nad sobą  nad swoim zachowaniem nie pomagało nic  odeszła 22 listopada  2014 roku bolało bardzo bolało  były łzy złości bezradności i żalu  dlaczego w tak krótkim czasie odeszły od nas dwie sunie kochana każda inaczej ale kochane  i brakowało .........

 wtedy powiedziałam dość koniec psa nie będzie i tyle ........

aż do dnia w którym ją zobaczyłam  te oczy to smutne spojrzenie  ta mordka i uszy stojące jak dwa radary  . Pomyślałam ta albo żadna no i złamałam się  zadzwoniłam zanim maź wrócił do domu tak mnie zauroczyła jedna fotografia jedno zdjęcie i to spojrzenie . Mąż dzieci chciały psa ale nikt nie mówił tego głośno  . Zadzwoniłam i wstępnie potwierdziłam chęć adopcji . potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie , pokazałam mężowi  który zaraz chciał po nią jechać  . dzieci nic wiedziały nic do momentu jej przyjazdu do nas , jakby coś poszło nie tak i Alex zdecydował by na wizycie przed adopcyjnej inaczej  .... ale udało się minęły 4 miesiące  jak biszkopcik vel Zmorka vel budyń jest z nami jest i chyba tak miało być
moja młodsza córka stwierdziła że to nasza nagroda za wylane łzy
Moje kochane słoneczko wystraszone trochę wycofane ale prze-kochane , przytulaśne i w ogóle  chodzi za mną krok w krok pilnuje jak oka w głowie , gdzie ja tam i ona  już kiedyś miałam takiego pilnowacza  , wogóle bardzo przypomina mi  Nukę odnosze wrażenie jakby było to jej nowe wcielenie które trafiło do nas  bo tak miało być .  pokochaliśmy ją wszyscy od najmłodszego do najstarszego członka rodziny  a ona odwzajemnia się tym samym . Musielibyście zobaczyć jak ona się cieszy jak wracamy do domu ja ze sklepu córka ze szkoły druga z przedszkola a mąż z pracy , jak przychodzi  do mnie i gramoli się na kolana jak siedzę na  fotelu ( waga tylko 24 kg) , jak grzała mnie jak maiłam ospę spała ze mną na kanapie w drugim pokoju ale do łóżka w sypialni nie wchodzi , jak ślicznie podaje łapki na zmianę  , robi obrót  lub hopsa na komendę ,  normalnie cud miód i orzeszki   . Wiem teraz myślicie oszalała baba zgłupiała na starość  ...... może i będziecie mieli rację ale  no cóż z czegoś się cieszyć trzeba  a ja ciesze się że jest z nami i tak już zostanie .........


17:21, ewcia116 , Zmorka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 maja 2015
bluzka z bawełny
koniec tego użalania się nad sobą  czas  zacząć myśleć poztywnie
ospa jak przyszła tak sobie poszła po tygodniu od wysypu opuściłam areszt bo jeszcze dzień lub dwa i chyba dostałabym bzika od siedzenia w domu
szybko wróciłam do poprzedniego trybu , śladów po ospie nie mam  bo wysyp był niewielki  może dlatego że szybko  zaatakowałam heviranem  a z resztą przeciwności walczę na bieżąco i tak  musi jakoś być lepiej czy gorzej


bluzeczka ma swoja historię  na jesieni do mojej sąsiadki która szyje sukienki ślubne  przyszła pani , żeby uszyć sukienkę ale z koronkowym karczkiem , sąsiadka pomyślała o mnie i przyszła z tym do mnie no i ze zdjęciem sukienki , fakt był karczek koronkowy ale nie było to ani szydełko ani druty ale powiedziałam spróbuje coś stworzyć i tak powstał  den właśnie dekolt robiony szydełkiem  , potem powstał drugi i wiele innych ale już nie w całości tylko fragment proponowanego wzoru  no ale z sukienki nic nie wyszło  na nic się zdały  moje próby , ale zostały mi  dwa karczki dekolty , i tak powstał pomysł dorobienia do tego reszty i stworzenia bluzeczki na lato 

widok z przodu






widok z tyłu czyli plecy



poniedziałek, 04 maja 2015
to nie na moje nerwy czyli ospy ciąg dalszy

te siedzenie w domu jak w więzieniu to nie na moje nerwy , nie znoszę być zależna od nikogo lubię mieć wszystko załatwione i kupione na czas to znaczy wszystko pod kontrolą bez uczestniczenia osób trzecich a muszę nie mam wyboru, bo nie wolno mi minimum tydzień wychodzić z domu . To jest jakiś koszmar dla mnie ,ja nauczona żyć na pełnych obrotach ciągle w biegu  i szybko  nagle kazano mi zwolnić do zera nie nie nie nie zgadzam się  depresji się można nabawić od siedzenia w domu  grrrrrrrrrrrr trawa nawet przez okna krzyczy wykoś mnie bo inaczej przerosnę i nie dasz sobie ze mną rady grrrrr , do sklepu nie wolno , do ogródka nie wolno  ile można patrzeć na telewizor w którym nic nie ma , czytać czy dłubać na szydełku  ????

zakupy tylko to co trzeba wysyłam starszą latorośl  czyli Weronike i ciesze się, że ma już 13 lat  bo inaczej klapa musiałabym wszystko zwalić na moją mamę a już i tak mi pomaga przyprowadzając Natalię z przedszkola i biegając pod te górkę na której mieszkam  , bo do przedszkola Natalie rano odprowadza Weronika niech ten koszmar się już kończy  bo wyląduję u wariatów od tego domowego aresztu !!!!!!!


a najbardziej jestem zła na fakt że jako dziecko byłam na ospę szczepiona i po co  ????? wprawdzie jako dziecko jej nie dostałam no ok to dlaczego teraz mnie dorwała  po co wogóle szczepić jak i tak jeżeli będzie cie miało dorwać jakieś paskudztwo to cię dorwie

środa, 29 kwietnia 2015
masz babo placek

a w dosłownym tego słowa znaczeniu nie miała baba problemu  to dostała ospy i czuje się....... a w zasadzie się nie czuje  wszystko mnie boli każdy mięsień każda kosteczka nawet najmniejsza boli mnie nawet skóra  temperatura skacze jak oszalała w górę i w dół i albo mnie trzepie z zimna albo topie się we własnym sosie  grrrrr za stara już jestem na takie choroby  masakra jakaś a to dopiero początek  zaczyna mnie wysypywać w kropeczki  ciekawe ile mi tego wyjdzie   trzymajcie kciuki bym przeszła w miarę łagodnie choć gorzej już chyba nie będzie  dwa dni plackiem z bólami  czy może być gorzej ????


jakoś pech mnie nie opuszcza ostatnio

piątek, 24 kwietnia 2015
 ostatnimi czasy dla mojej młodszej latorosli powstały bezrękawniki i bolerko  lubi takie maluchy nosić  szczególnie do przedszkola





wtorek, 21 kwietnia 2015
kolorowo mi
ostatnie wydarzenia związane z samochodem mocno mną szarpnęły  może ktoś powie że przecież nic się nie stało no ale zawsze ja jeżdżę od 20 lat jestem kierowcą czynnym od momentu zdania prawka  nawet po wypadku czołowym które miałam [prawie 20 lat temu gdy mi to facet w grudniu wjechał czołowo do służbowego auta  po 2 godzinach  siadałam za kółko  i jechałam   .
Teraz też jechałam dalej i w zasadzie nic się nie stało ale sam fakt że mam uszkodzony samochód przez jednego nierozważnego kierowcę doprowadza mnie do nerwów

ale dość już

mój dołek  postanowiałam zabić kolorami   i tak powstała podusia pocieszajka bo do tego wszystkiego pogoda nas nie rozpieszcza zimno chłodno i do tego wieje





w oczekiwaniu na wykropkowanie przez ospę kolejnego członka rodziny  pozdrawiam serdecznie

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42