| < Lipiec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Zakładki:
Blogi
Moje prace można zobaczyć
Podczytuję i podziwiam uczestniczę
Przelicznik mulin
Sklepy w internecie
witam wszystkich prezentuje na blogu moje hobby to co lubię robić , bez czego już nie potrafię ..... robię również rzeczy na zamówienie zapraszam adres kontaktowy ewciarobotki@gmail.com
poniedziałek, 13 lipca 2015
dopadły mnie

jakieś smutki i doły musze się ogarnąć bo jakoś nie mam na nic ochoty i chęci  , nic mnie nie cieszy  chodze taka jakaś nijaka pogoda w kratkę mój humor w jeszcze wiekszą mam kilka rzeczy do pokazania ale  jakoś tak nie mam chęci na zdjęcia obróbkę itp


może za parę dni  trzymajcie kciuki co by mi szybko przeszło


pozdrawiam

niedziela, 05 lipca 2015
coś na balkon z palet
czyli moich zmagań stolarskich ciąg dalszy

meblami tego nazwać nie można ale dla nas wystarczy spełnia swoje zadania na 200%   na wierzch by było miękko ubrałam w samodzielnie ufarbowaną powłoczkę  dwie kołderki zakupione za śmieszne pieniądze  bo całe 4 zł w szperaczku   , poduchy zniosłam ze strychu które były tam zapakowane w workach ubrałam w co miałam na wymiar i jest  może nie wygląda to katalogowo ale  spełnia swoje zadanie


wtorek, 30 czerwca 2015
bieżniczek szydełkowy
taki inny fikusniejszy że tak powiem mało typowy ale czy zawsze musi być typowy?


piątek, 26 czerwca 2015
stolarskie zmagania część 1
no jest wkońcu zrobiona z pomocą mojego super sąsiada  udało się a czy  mogę być stolarzem oceńcie sami


piątek, 19 czerwca 2015
jakoś leci
żeby nie było że nic nie robię , cały czas robię  tylko że zdradziłam trochę druty i szydełko na rzecz piły młotka i gwoździ  ot co .
 odnawiam huśtawkę na ogrodzie bo była w stanie opłakanym deski zgniły  i dało się je  gnieść w ręku jak tekturę  i trzeba było się zabrać za nią , a że ze mnie stolarz   na niby poza tym robię to sama , to też mi schodzi  ale już widać koniec już wkrótce będzie jak nowa , zostało zamontować deski i będzie można się znowu bujać .
Poza tym zachciało mi się nowego mebla na balkon a że finansowo nie stać mnie na zakup jakiś ekstra mebelków typu ława fotel i ewentualnie coś do leżenia na balkon robię to sama z pomocą młotka , piły i palet z desek które dostałam od sąsiada   też juz prace zbliżają się ku końcowi  ale pogoda się sknociła i nijak nie mogę skończyć  ale jak skończę nie omieszam pokazać moich wypocin  może nie będzie to jakiś cud natury ale swoje zadanie spełni

no i z racji tego że zachciało mi się prac stolarskich i trochę się namachałam piłą i młotkiem odezwał się mój łokieć trza się znowu udać do ortopedy na zastrzyk do łokciowy  by nie bolało

robótki wieczorami idą ale bardzo powoli  i opornie bo już padam na nos ze zmęczenia ale cóż coś za coś


czwartek, 04 czerwca 2015
bluzeczka w niebieskościach
powstała na bazie drugiego dekoltu próbnego do sukni ślubnej  tym razem skończyła jako niebieska ale była biała tak jak na tej fotce  gdzie widać początki robótki





a potem powstało to ( życzenie Weroniki by fotki zostały obciete



piątek, 29 maja 2015
z zycia moich psów
rozważania na temat moich sierściuchów



14 lat temu przywiozłam do domu Nukę 6 tygodniowego szczeniaka  była z nami przez 12 lat jako pełnoprawny członek rodziny spała na posłaniu obok mojego łózka , budziła mnie rano  lizaniem   . Gdy urodziła się Weronika  pilnowała niańczyła  i traktowała jak własne dziecko takie miałam czasem odczucia , nikt nie mógł podnieść wysoko ręki nad moją córką bo reakcja była zaraz  zaczynała szczekać by dać do zrozumienia że nie wolno , potem przyszła na świat Natalia już co prawda jej tak nie pilnowała ale była blisko  zawsze był buziak na dzień dobry i do widzenia w wózku musiała sprawdzić czy aby to samo dziecko przywiozłam .  Kochała nas tak mi się wydaje NIGDY  nie pokazała że ma przewagę że może ugryźć  nigdy nie war-kła na dzieci   czy na nas dorosłych  , bała się petard sylwestrowych  przychodziła wtedy do nas na kanape i wtulała swój łebek  pod rękę , myślałam że będzie z nami zawsze nigdy nie myślałam i nie dopuszczałam myśli że kiedyś odejdzie  za tęczowy most a jednak gdy  dopadł ją nowotwór byłam załamana wtedy dotarło do mnie że będę ją musiała pożegnać , moją kochana sunię  która kochałam całym moim sercem  . Gdy wszelkie próby ratunku zawiodły a moja sunia gasła w oczach i nie potrafiła już samodzielnie wstać odmówiła jedzenia i picia  zrozumiałam że ona się poddała i ja to muszę uszanować  płakałam dwa dni przed podjęciem  TEJ decyzji  ale nie mogłam pozwolić by cierpiała  . bolało bardzo odeszła 14 kwietnia 2013 roku  płakałam długo zresztą do dziś jak o niej pomyśle serce mi pęka i łzy same płyną

1 maja 2013 roku przywiozłam do domu szczenie kolejną suczkę  Lunę  kłębuszek sierści z ostrymi ząbkami który rosła jak  na drożdżach i niszczyła wszystko co dorwała  czasem trudno było zapanować nad obgryzaniem wszystkiego i wszystkich  . Lunka od samego początku była żarłokiem jadła dużo i wszystko niekoniecznie rzeczy nadające się do jedzenia , ale  no cóż każdy szczeniak jest inny , i choć miała po tych jej napadach żarłoczności biegunki wymioty i inne cuda   , stwierdziłam wyrośnie zmądrzeje . Gdy skończyła rok wcale nie było lepiej , choć trochę zachowanie się poprawiło po pierwszej cieczce stała się trochę spokojniejsza no ale cóż , w czerwcu  przeszła zatrucie do końca nie wiemy czym , pod koniec czerwca przeszła krwotok wewnętrzny  tez nie wiemy po czym i dlaczego  , z którego ledwie ją wyratowaliśmy . Później gdy wydawało się że jest ok zagrożenie minęło i zaczęła zachowywać się normalnie i przejawiać zachowania dobrze wychowanej suni nastąpił drugi krwotok wewnętrzny  tutaj reakcja moja była szybsza leki były w domu  sama wbijałam zastrzyk krwotok ustał nie spałyśmy całą nockę ale kolejny raz wyrwałam ją śmierci z pod kosy    znowu witaminy pilnowanie i chuchanie dmuchanie , czasem się śmiałam że pilnuję ją bardziej niż dzieci  ale jak trzeba było .....  nie powiem była inna , miała tak zwane ADHD była szalona raczej nie usłuchana , po nocach spać nie dawała bo jak nie odbijało się jej , to spać nie mogła  i kombinowała ,  nie jedne kapcie mi w nocy pogryzła ale była nasza  kudłata szalona czasem przytulanka  była z nami  aż pewnego dnia ataki niespania się nasilały  nie pomagały długie spacery by ją wymęczyć i energię spożytkować na coś innego niż obgryzanie i niszczenie  potrafiła pół nocy nie spać a ja razem z nią , później to już były całe noce nie wspomnę że w dzień tez się nie kładła była jak zaprogramowana  na chodzenie i obgryzanie  badania , leki zastrzyki pochłaniały budżet a nic nie dawały  z dnia na dzień było gorzej  w listopadzie gdy od poniedziałku nie spała dwie noce czułam że dzieje się coś bardzo złego  ale gdy  przespała noc z środy na czwartek to miałam nadzieję że leki zaczynają działać i będzie lepiej ale tak się nie stało  w kolejne dni było gorzej  nie spałyśmy nic ani w dzień ani w nocy  ja wyglądałam jak duch  ona cały czas chodziła chodziła i chodziła , diabli wiedzą co to było  czy to z tego zatrucia czy  wada wrodzona czy nowotwór  czy guz ale wyglądało to na porażenie ośrodkowego układu nerwowego  ona nie panowała nad sobą  nad swoim zachowaniem nie pomagało nic  odeszła 22 listopada  2014 roku bolało bardzo bolało  były łzy złości bezradności i żalu  dlaczego w tak krótkim czasie odeszły od nas dwie sunie kochana każda inaczej ale kochane  i brakowało .........

 wtedy powiedziałam dość koniec psa nie będzie i tyle ........

aż do dnia w którym ją zobaczyłam  te oczy to smutne spojrzenie  ta mordka i uszy stojące jak dwa radary  . Pomyślałam ta albo żadna no i złamałam się  zadzwoniłam zanim maź wrócił do domu tak mnie zauroczyła jedna fotografia jedno zdjęcie i to spojrzenie . Mąż dzieci chciały psa ale nikt nie mówił tego głośno  . Zadzwoniłam i wstępnie potwierdziłam chęć adopcji . potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie , pokazałam mężowi  który zaraz chciał po nią jechać  . dzieci nic wiedziały nic do momentu jej przyjazdu do nas , jakby coś poszło nie tak i Alex zdecydował by na wizycie przed adopcyjnej inaczej  .... ale udało się minęły 4 miesiące  jak biszkopcik vel Zmorka vel budyń jest z nami jest i chyba tak miało być
moja młodsza córka stwierdziła że to nasza nagroda za wylane łzy
Moje kochane słoneczko wystraszone trochę wycofane ale prze-kochane , przytulaśne i w ogóle  chodzi za mną krok w krok pilnuje jak oka w głowie , gdzie ja tam i ona  już kiedyś miałam takiego pilnowacza  , wogóle bardzo przypomina mi  Nukę odnosze wrażenie jakby było to jej nowe wcielenie które trafiło do nas  bo tak miało być .  pokochaliśmy ją wszyscy od najmłodszego do najstarszego członka rodziny  a ona odwzajemnia się tym samym . Musielibyście zobaczyć jak ona się cieszy jak wracamy do domu ja ze sklepu córka ze szkoły druga z przedszkola a mąż z pracy , jak przychodzi  do mnie i gramoli się na kolana jak siedzę na  fotelu ( waga tylko 24 kg) , jak grzała mnie jak maiłam ospę spała ze mną na kanapie w drugim pokoju ale do łóżka w sypialni nie wchodzi , jak ślicznie podaje łapki na zmianę  , robi obrót  lub hopsa na komendę ,  normalnie cud miód i orzeszki   . Wiem teraz myślicie oszalała baba zgłupiała na starość  ...... może i będziecie mieli rację ale  no cóż z czegoś się cieszyć trzeba  a ja ciesze się że jest z nami i tak już zostanie .........


17:21, ewcia116 , Zmorka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 maja 2015
bluzka z bawełny
koniec tego użalania się nad sobą  czas  zacząć myśleć poztywnie
ospa jak przyszła tak sobie poszła po tygodniu od wysypu opuściłam areszt bo jeszcze dzień lub dwa i chyba dostałabym bzika od siedzenia w domu
szybko wróciłam do poprzedniego trybu , śladów po ospie nie mam  bo wysyp był niewielki  może dlatego że szybko  zaatakowałam heviranem  a z resztą przeciwności walczę na bieżąco i tak  musi jakoś być lepiej czy gorzej


bluzeczka ma swoja historię  na jesieni do mojej sąsiadki która szyje sukienki ślubne  przyszła pani , żeby uszyć sukienkę ale z koronkowym karczkiem , sąsiadka pomyślała o mnie i przyszła z tym do mnie no i ze zdjęciem sukienki , fakt był karczek koronkowy ale nie było to ani szydełko ani druty ale powiedziałam spróbuje coś stworzyć i tak powstał  den właśnie dekolt robiony szydełkiem  , potem powstał drugi i wiele innych ale już nie w całości tylko fragment proponowanego wzoru  no ale z sukienki nic nie wyszło  na nic się zdały  moje próby , ale zostały mi  dwa karczki dekolty , i tak powstał pomysł dorobienia do tego reszty i stworzenia bluzeczki na lato 

widok z przodu






widok z tyłu czyli plecy



poniedziałek, 04 maja 2015
to nie na moje nerwy czyli ospy ciąg dalszy

te siedzenie w domu jak w więzieniu to nie na moje nerwy , nie znoszę być zależna od nikogo lubię mieć wszystko załatwione i kupione na czas to znaczy wszystko pod kontrolą bez uczestniczenia osób trzecich a muszę nie mam wyboru, bo nie wolno mi minimum tydzień wychodzić z domu . To jest jakiś koszmar dla mnie ,ja nauczona żyć na pełnych obrotach ciągle w biegu  i szybko  nagle kazano mi zwolnić do zera nie nie nie nie zgadzam się  depresji się można nabawić od siedzenia w domu  grrrrrrrrrrrr trawa nawet przez okna krzyczy wykoś mnie bo inaczej przerosnę i nie dasz sobie ze mną rady grrrrr , do sklepu nie wolno , do ogródka nie wolno  ile można patrzeć na telewizor w którym nic nie ma , czytać czy dłubać na szydełku  ????

zakupy tylko to co trzeba wysyłam starszą latorośl  czyli Weronike i ciesze się, że ma już 13 lat  bo inaczej klapa musiałabym wszystko zwalić na moją mamę a już i tak mi pomaga przyprowadzając Natalię z przedszkola i biegając pod te górkę na której mieszkam  , bo do przedszkola Natalie rano odprowadza Weronika niech ten koszmar się już kończy  bo wyląduję u wariatów od tego domowego aresztu !!!!!!!


a najbardziej jestem zła na fakt że jako dziecko byłam na ospę szczepiona i po co  ????? wprawdzie jako dziecko jej nie dostałam no ok to dlaczego teraz mnie dorwała  po co wogóle szczepić jak i tak jeżeli będzie cie miało dorwać jakieś paskudztwo to cię dorwie

środa, 29 kwietnia 2015
masz babo placek

a w dosłownym tego słowa znaczeniu nie miała baba problemu  to dostała ospy i czuje się....... a w zasadzie się nie czuje  wszystko mnie boli każdy mięsień każda kosteczka nawet najmniejsza boli mnie nawet skóra  temperatura skacze jak oszalała w górę i w dół i albo mnie trzepie z zimna albo topie się we własnym sosie  grrrrr za stara już jestem na takie choroby  masakra jakaś a to dopiero początek  zaczyna mnie wysypywać w kropeczki  ciekawe ile mi tego wyjdzie   trzymajcie kciuki bym przeszła w miarę łagodnie choć gorzej już chyba nie będzie  dwa dni plackiem z bólami  czy może być gorzej ????


jakoś pech mnie nie opuszcza ostatnio

piątek, 24 kwietnia 2015
 ostatnimi czasy dla mojej młodszej latorosli powstały bezrękawniki i bolerko  lubi takie maluchy nosić  szczególnie do przedszkola





wtorek, 21 kwietnia 2015
kolorowo mi
ostatnie wydarzenia związane z samochodem mocno mną szarpnęły  może ktoś powie że przecież nic się nie stało no ale zawsze ja jeżdżę od 20 lat jestem kierowcą czynnym od momentu zdania prawka  nawet po wypadku czołowym które miałam [prawie 20 lat temu gdy mi to facet w grudniu wjechał czołowo do służbowego auta  po 2 godzinach  siadałam za kółko  i jechałam   .
Teraz też jechałam dalej i w zasadzie nic się nie stało ale sam fakt że mam uszkodzony samochód przez jednego nierozważnego kierowcę doprowadza mnie do nerwów

ale dość już

mój dołek  postanowiałam zabić kolorami   i tak powstała podusia pocieszajka bo do tego wszystkiego pogoda nas nie rozpieszcza zimno chłodno i do tego wieje





w oczekiwaniu na wykropkowanie przez ospę kolejnego członka rodziny  pozdrawiam serdecznie

czwartek, 16 kwietnia 2015
zła passa trwa
dzis rano pod przedszkolem stojąc na ulicy  by wjechac na parking zostałam potraktowana a raczej mój samochód został potraktowany przez kierowcę busa dostawczego   tyłem w moje drzwi od pasażera  efektem czego drzwi wyglądają jak po spotkaniu ze słoniem a co ja nerwów zjadłam to moje  a pan kierowca busa stwierdził że mnie nie widział  grrrrr na szczęście nikomu się nic nie stało tylko z rana na otrzeźwienie miałam  porcję nerwów

:-(((((((


sobota, 11 kwietnia 2015
no i stało się

stało się to czego obawiałam się od jakiegoś czasu  Weronika przytaszczyła ze szkoły ospę wietrzną  no i teraz  jest wysypana  więc tylko czekać jak obsypie mnie bo jeszcze nie miałam a latka swoje już mam no i Natalię  więc zapowiada się ciekawie

najbardziej boje się jak dopadnie mnie

poniedziałek, 06 kwietnia 2015
SOWA
 co tu dużo pisac powstała jeszcze przed świetami sowa podpórka do drzwi tylko że narazie stoi na półce na meblach bo Zmorcia sie leni i to strasznie  wszędzie jej sierść choćbym odkurzała dwa razy dziennie masakra
sowa ma jeszcze to i owo nie tak ale następna będzie już dopracowana tak myslę

pozdrawiam wszystkich świątecznie

niedziela, 29 marca 2015
o chorowaniu będzie

więc tak   jeżeli chodzi o chorowanie to  u nas nie było tak źle wprawdzie od września  zdarzyło się kilka katarów ale wszystko mieściło się w normach  bo dziecko które ma katar to nie jest chore no chyba, że następnego dnia ma taki kaszel że słuchać się nie da . Sprawa wyglądała spokojnie do połowy listopada   ale gdy pożegnaliśmy Lunę stało się coś dziwnego , i nie było by to dziwne dla mnie gdyby nie fakt no ale o tym będzie później

Otóz od połowy listopada dziewczyny jechały na zmianę  wstawały z kaszlem takim że słuchać się nie dało w nocy katastrofa kaszel spać nie dawał i wycieczka do lekarza  i niestety okazywało się że to kaszel oskrzelowy no i antybiotyk trza podać , po kilku dniach była gotowa  druga z dziewczyn i znowu do lekarza  i tak wkoło  raz z jedną raz z drugą  robiłam sobie wycieczki do przychodni  już było mi wstyd że tak często tam chodzę . W grudniu Natalia była raptem kilka dni na palcach jednej ręki policzyć w przedszkolu  raptem w 2 dzień świąt skończyła antybiotyk by po nowym roku być ugotowaną na nowo,  ja już miałam dość bo leciały w duecie w kilku dniowych odstępach  i tak to trwało do końca stycznia . No i od końca stycznia jak ręką odjął  i tak sobie myślę ,a raczej jestem pewna, że dużym udziałem tego chorowania było  to ,że w domu nie było zwierzaka bo jak wytłumaczyć fakt że po przybyciu do naszego domu Zmorki  chorowanie się skończyło  dosłownie, Natalia prócz kilku dni ferii przechodziła cały luty i calusieńki marzec do przedszkola  żadnego kaszlu ani kataru nie było , Weronika tak samo . Choroby sobie poszły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lub jak w tym przypadku  łapki  bo inaczej sobie tego wytłumaczyć nie potrafię - no chyba że akurat taki zbieg okoliczności ale żeby akurat tak się to zbiegło w czasie  nie chce mi się wierzyć 

a co wy o tym myślicie ?


pozdrawiam wszystkich zaglądających 

wtorek, 24 marca 2015
sweterek lekki jak piórko

zrobiłam coś mega lekkiego  cały sweterek wazy uwaga jakieś 150gram rozmiar L  włóczka z maleńkimi połyskującymi cekinami   delikatna dla skóry moherek z czymś tam jak znajdę etykietkę z włoczki to podam nazwę 

jak zawsze u mnie robiony od góry by mi nie zabrakło włóczki to po zrobieniu rękawów jechałam dalej ale z 200 g jeszcze mi zostało jest w dwóch odcieniach szarego

to włóczka z której jest zrobiony   zdjęcie znalezione w sieci


piątek, 20 marca 2015
specjalna chusta od serca

chusta powstała z myślą o osobie która duzo dla mnie znaczy  wiem że mogę zawsze na nią liczyć i choć nie mam jej w zasięgu  wypicia kawy przedpołudniem  to wiem że jest i wiele razy już mnie wspierała nie tylko dobrym słowem 

i tak z myślą o tej właśnie osobie powstała w ciepłych kolorach  mam nadzieje że się spodoba


zrobiona została z grety multi 2 moteczki do ostatniego kawałeczka

pierwsza sesja foto na ogrodzie pogoda pozwoliła i wkońcu zrobiłam zdjęcia



poniedziałek, 16 marca 2015
nasza psina
 Zmorka imię niecodzienne i  na niektórych dziwne ale no właśnie  imię nie jest ważne ważny jest psiak który je nosi
powiem tak  gdy przybyła do nas Luna myślałam że to psiak na kolejne 10 lat gdy tak się nie stało powiedziałam nie nigdy więcej , wiem i zastanawiam sie teraz po upływie czasu nad jednym faktem nad przeznaczeniem  , bo może tak miało być  może  mieliśmy wycierpieć swoje by zostać nagrodzonym może los chciał by Zmorka trafiła do naszego domu  nie wiem nigdy nie wierzyłam w przesądy , przeznaczenie czy  inne takie dziwne rzeczy . Jestem osoba raczej twardo stąpającą po ziemi myślącą racjonalnie  a jednak ...... tak sobie myśle ......  no właśnie myśle i coraz bardziej czuję że tak miało być   że coś w tym jest

mój biszkopcik  piszę mój bo ona jest moja najbardziej  to mnie pilnuje jak oka w głowie   to mnie gramoli się najczęściej na kolana na pieszczoty nawet teraz gdy to pisze leży pod moimi nogami  daje mi tyle radości  że nie macie nawet pojęcia  jest mega grzeczna spokojna tak jakby w domu miała wyłącznik  bo na ogrodzie i spacerach żywioł pełna energii i werwy i chęci do nauki , biega szczeka skacze  do dzieci super a dzieciaki widzą w niej swój świat  zakochane są w niej obie



 

 
17:25, ewcia116 , Zmorka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 marca 2015
pelerynka do Pierwszej Komunii
powstała na zamówienie włóczka to 100% akryl miła miekka i przyjemna w dotyku


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38